Spektakl powstał w połowie sierpnia 2003 roku we wsi Strzelewo koło Nowogardu w posiadłości Zygmunta Helanda, gdzie autorzy zaszyli się, by w spokoju odosobnienia studiować „Wilka stepowego” Hermanna Hessego. Najpierw przeczytano tekst wiele razy, tak że wszyscy znali go prawie na pamięć, potem długie dyskusje, pisanie adaptacji i intensywna trzydniowa praca nad sceniczną wersją. W ten sposób narodziło się przedstawienie, którego głównym tematem jest inicjacja duchowa człowieka. „To kryzys człowieka i artysty, niepokojący stan świata i refleksja nad nim staje się trójwymiarową, naszą, teatralną opowieścią” – podsumowuje Ewa Ignaczak. Na motto spektaklu wybrano fragment „Wilka...”:
Większość ludzi nie chce pływać, dopóki nie nauczy się pływania. Czy to nie dowcipne? Oczywiście nie chcą pływać! Urodzili się przecież dla ziemi, nie dla wody. I oczywiście nie chcą myśleć, gdyż stworzeni zostali do życia, a nie do myślenia! Tak, a kto myśli i kto z myślenia czyni sprawę najważniejszą, ten wprawdzie może w tej dziedzinie zajść daleko, ale taki człowiek zamienił ziemię na wodę i musi kiedyś utonąć.
Znakomity warsztat aktorów, których założycielka Stajni Pegaza kształci wypracowaną przez siebie metodą, stał się już wizytówką tego teatru. Także i tym razem skupienie wykonawców, kreowane przez nich przemyślane i wiarygodne postacie sprawiają, że ten kameralny, nawet intymny spektakl, w którym prócz rozmowy bohaterów tak mało się dzieje, przykuwa uwagę.
Fragmenty recenzji:
„Poderżnij sobie gardło – tak długo z tym zwlekałeś”,
czyli wstęp tylko dla obłąkanych…
Sam tytuł zobowiązuje mnie do przejścia do sedna sprawy od razu. Spektakl Teatru Stajnia Pegaza bez żadnych wątpliwości stawiam w szereg z najciekawszymi wydarzeniami tegorocznego Dramatu. „Tańczymy, zarabiamy i jemy czekoladki” – to metafora ponurej wizji egzystencji, na którą skazany jest każdy z nas. Skazany, bo życie w pełnym absurdu i pozbawionym stałych wartości świecie jest dla nas męczarnią, która kończy się dopiero w chwili śmierci. Problematyka bezsensu i beznadziei ludzkiego bytu z racji tego, że nigdy nie straciła i nie straci swojej aktualności jest, delikatnie rzecz ujmując, tematem „wytartym”, a przez to ryzykownym. Podejmując go należy się liczyć z niebezpieczeństwem popadnięcia w banały i poniesienia scenicznej porażki. Na całe szczęście tym razem do kataklizmu nie doszło. Co więcej, stwierdzenie, że aktorzy Stajni wyszli z całego przedsięwzięcia obronną ręką byłoby skrajnym eufemizmem. Swoją grą sprawili nie tylko, że spektakl nie był nudną powtórką z rozrywki. Dali nam możliwość spojrzenia na problem z innej perspektywy – poprzez pryzmat osobowości i poglądów kreowanych przez nich postaci. Forma przedstawienia, dyskusja tocząca się pomiędzy dwojgiem ludzi, wszystkie poruszane przez nich tematy, złożyły się na przedstawiony w sztuce obraz otaczającego ich świata. Właściwie z czystym sumieniem mogę napisać „przyszłość naszego świata”. W którym nie ma miejsca na odwieczne, wyższe wartości, którym rządzą ludzie bez wyobraźni, pozbawieni zasad moralnych, głusi na wszystko, co nie dotyczy ich samych. Rzeczywistość kreują: zbrodnia, brak skrupułów, kłamstwo i znieczulica. Próby wprowadzenia zmian, plany poprawy sytuacji i wiążąca się z tym nadzieja padają pod ciężarem okropieństw dnia codziennego. „Świat wypadł z kręgu natury” – nic nie jest takie, jakie być winno. Ludzie rodzą się osamotnieni, z poczuciem winy, odpowiedzialności za to, czego nie mogą zmienić.” Jedynym ich przewodnikiem jest nostalgia”. Nie mogą się odnaleźć, nie potrafią się dostosować do panujących reguł. Pragną życia, ale nie potrafią żyć! Pozostaje im tylko śmierć. „Ten świat musi umrzeć” – oto prawda, jaką serwuje nam w swoim przesłaniu „Wieczorek anarchistyczny”.
Aktorzy za to zaserwowali nam coś bardziej optymistycznego – świetnie stworzone, zagrane wiarygodnie z dynamizmem postacie. Mimo metamorfoz, jakie nieustannie przechodzili, udało się im zachować spójność spektaklu. Ich gra momentami wręcz zachwycała oi nie pozwoliła oderwać się od oglądania spektaklu. Oby zdarzało się to jak najczęściej.
(Aldona Reichenbach)
Gazeta V Międzynarodowych Goleniowskich
Spotkań Teatralnych BRAMAT 2003
„Wino jak krew”
Cisza aż krzyczy. Dwaj smutni panowie w czerni idą powoli czerwonym chodnikiem. Czekamy w napięciu, co się wydarzy? Po chwili zalewa nas potok madrych słów i gubimy się w wątkach. Wszystko staję się ważne, ale nic nie jest najważniejsze. Zdezorientowany widz z napięciem śledzi jednak akcję. Czerwony chodnik rozdziela lub łączy dwa światy. Z odwróconego kieliszka spływa czerwone wino…jak krew. Oglądamy interesujące teatralnie sceny. Kapitalnie wyreżyserowany i zagrany (poetycko, ale bez patosu) jest finał. Bohater, Harry morduje Herminę i odchodząc mówi: „Zabiłem swoją kochankę, zanim ją posiadłem”.
(…) Aktorzy bluźnią, szokują, szukają sensu i opowiadają o dwoistości ludzkiej natury.
„Był sobie raz ktoś, imieniem Harry. Zwano go wilkiem stepowym. Chodził na dwóch nogach, nosił suknie i był człowiekiem, a jednak był to przecież wilk stepowy. Dużo się uczył… Jednej tylko rzeczy się nie nauczył: zadowolenia z samego siebie i z własnego życia.
Ewę Ignaczak, reżyser i autorkę adaptacji zafascynowało to, co Hermann Hesse mówi w swojej książce: …”człowiek składa się z mnóstwa dusz i z bardzo wielu jaźni”. Pokazuje więc bohatera, w którym tkwi wilk stepowy. Czasami zwycięża w nim wilcza natura. Jak w każdym z nas. Taki jest też świat, w którym żyjemy – wilczy!
(…) Anarchistyczny, bluźnierczy wieczorek nie pozostawił widza obojętnym. Była to udana artystyczna prowokacja.
Grażyna Antoniewicz
Dziennik Bałtycki
Miłość i anarchia
Miłość pozwala człowiekowi wyrwać się z ustalonych życiowych kolein i ram. Wymaga jednak odwagi, na którą nie każdego stać.
„Wieczorek anarchistyczny” na podstawie legendarnej książki Hermana Hessego przedstawił w Żaku teatr Stajnia Pegaza. Dwóch młodych aktorów – Krystian Godlewski i Grzegorz Sierzputowski – opowiedziało historię Hardego Hallera, człowieka nieprzystosowanego do życia i świata, dla którego jedynym sensownym wyjściem jest samobójstwo. Jednak to nie on wybiera śmierć> Harry zabija Herminę, kobietę która nauczyła go radości. W symbolicznym sensie zabija własną duszę. Powieść Hessego jest jedna z tych książek, w których każde pokolenie znajduje własny skarb. Odkryta przez bitników, jedna z biblii kontrkultury, skupia się na ważnej dla każdego kwestii. Na ile można pozostać wolnym w świecie, gdzie reguły gry SA od dawna ustalone. I jaka jest cena za wewnętrzna wolność.
Stajnia Pegaza egzystencjalny dramat Harrego pokazała prostymi, czytelnymi środkami. W anarchistyczno -czarnej przestrzeni szczególnie przejmująco wypadła scena śmierci Herminy. „Razem z nią zgasło słońce” – mówi na koniec Harry.
Aleksandra Kozłowska
Gazeta Wyborcza Trójmiasto
wg powieści Hermanna Hessego „Wilk stepowy”
scenariusz i reżyseria: Ewa Ignaczak
obsada: Grzegorz Szlanga i Grzegorz Sierzputowski
PREMIERA: 2010

